godło
Herb Dęblin

Pamięci Józefy Bartłomowicz

30 grudnia 2010 r. zmarła Józefa Bartłomowicz, wieloletnia zasłużona nauczycielka i wychowawczyni młodzieży w Liceum Ogólnokształcącym w Dęblinie.

Słowami Norwida chciałbym zaprosić wszystkich zebranych w świątyni przy trumnie Pani profesor Józefy Bartłomowicz do słuchania... "Skończyła pieśń swojego życia, już nie będziemy jej oglądać" - mówił ks. kan. Edmund Sroka, jej wychowanek, maturzysta sprzed 60 lat, w homilii podczas mszy żałobnej. - (...)Żegnając dzisiaj Panią profesor licznym udziałem (...) czyż nie dajemy dowodu uznania jej wysiłku i trudu w kształtowaniu naszych postaw na przestrzeni dziesiątków lat pracy pedagogicznej? Czy znajdzie się ktoś, kto wyłuska te talenty spośród ogółu?


W nabożeństwie 5 stycznia w kościele Świętej Rodziny w Puławach wzięła udział rodzina, wychowankowie z Dęblina, Puław, Warszawy, dyrektor Zespołu Szkół Ogólnokształcących w Dęblinie z liczną delegacją nauczycieli i młodzieży wraz z pocztem sztandarowym szkoły oraz mieszkańcy. Przed zakończeniem nabożeństwa dyrektor Roman Bytniewski w imieniu grona pedagogicznego i uczniów podziękował za długoletnią i ofiarną pracę w krzewieniu wiedzy, kultury oraz kształtowaniu osobowości wielu pokoleń. Przez prawie dwadzieścia lat po przejściu na emeryturę Józefa Bartłomowicz prowadziła zajęcia z języka niemieckiego. Pięknie przez uczennice recytowana parafraza wiersza Ewy Lipskiej "Z listu" była dopełnieniem poszanowania wartości pracy pani profesor. Pogrzeb odbył się na cmentarzu komunalnym w Puławach.


Józefa Bartłomowicz urodziła się w Trzebini, tuż przed wybuchem I wojny światowej. Ojciec Franciszek (którego nie znała) powołany został do wojska jesienią 1914 r. i zginął w walce z Rosjanami na przedpolu Wisły. Wdowa po nim, też Józefa, zatrzymała się u rodziny w Bochni, z czasem wyszła za mąż za wdowca z dorosłymi synami. Mała Ziutka wychowywała się w otoczeniu troskliwych dorosłych. W Bochni uczęszczała do szkoły podstawowej, potem uczyła się w żeńskim 5-letnim Prywatnym Seminarium Nauczycielskim.


Bardzo zdolna i wrażliwa uczennica zwróciła na siebie uwagę nauczyciela rysunku, artysty malarza Franciszka Fischera. Wizerunek jej twarzy wykorzystał przy malowaniu obrazu św. Teresy dla kościoła stojącego przy Placu Szczepańskim w Krakowie. Dyplom uprawniający do nauki w szkołach podstawowych, uzyskany przez Józefę w Bochni 17 czerwca 1933 r. zawierał 15 ocen bardzo dobrych na 16 ocenianych przedmiotów.
Nadmiar wykształconych nauczycieli uniemożliwił jej podjęcie pracy w Małopolsce. Przybyła więc do Dęblina, do swego przyrodniego brata (oficera w Centrum Wyszkolenia Oficerów Lotnictwa), licząc na pomoc.


Od 1 września 1934 r. została przyjęta na staż w Szkole Podstawowej nr 2 w Dęblinie, której pierwsze oddziały odbywały zajęcia na terenie Twierdzy. Prowadziła tam ćwiczenia cielesne, organizowała jednocześnie grupy recytatorskie, taneczne, śpiewu i aktorskie. Pomimo dużego uznania dla jej pracy, nie otrzymała tam stałego zatrudnienia. Po spotkaniu z kuratorem oświaty w Lublinie dostała pracę na wsi. Kolejno w Ciecierzynie, Rechcie i Chrzanowie, gdzie pracowała trzy lata.


Dalsze życie osobiste związało ją z sześciotysięczną osadą Irena, w której większość mieszkańców stanowili wyznawcy judaizmu. Obok nich mieszkali wojskowi z Centrum Wyszkolenia Oficerów Lotnictwa, 15 PP "Wilków", Pułku Artylerii w Zajezierzu, Składnicy Uzbrojenia w Stawach i ludzie ze środowiska kolejarzy. Młoda, wysportowana kobieta wzbudzała zainteresowanie wielu oficerów. Do serca przypadł jej porucznik, dowódca kompanii cekaemów Stanisław Bartłomowicz, sportowiec a jednocześnie kierownik sekcji bokserskiej pułku. Została jego żoną. Szczęśliwe małżeństwo zwieńczone przyjściem na świat córki Marii trwało zaledwie dwa lata. W tym czasie zawiązała się przyjaźń z sąsiadami, m.in. mjr Naprawą.


W ostatnim tygodniu sierpnia 1939 r., po mobilizacji pułku i uroczystej przysiędze, wojsko transportem kolejowym opuściło koszary, udając się na zachód w rejon Wielunia, gdzie mieścił się jeden z głównych punktów oporu przed siłami nieprzyjaciela. Szlak bojowy 15 PP "Wilków" odbywał się w kierunku Łodzi do Warszawy. Drugiego dnia wojny trwało ciężkie bombardowanie Dęblina, w tym lotniska, twierdzy, węzła kolejowego i osady Irena. Dla rodzin zgromadzonych w podziemiach kościoła w Twierdzy administracja pułku zorganizowała wywóz do okolicznych wsi. Józefa Bartłomowicz z córką Marią, swoją matką i innymi rodzinami udały się na wschód za rzekę Bug, do miejsc stacjonowania polskich wojsk. Poruszając się po wrogich terenach ukraińskich wielokrotnie byli ostrzegani przez polskich osadników by dalej nie jechać. Ukraińcy budowali bramy powitalne na cześć bolszewików. Uciekający zawrócili więc i po zachodniej stronie Bugu spotkali Niemców. Dęblin po dwóch tygodniach od rozpoczęcia wojny był już pod okupacją niemiecką.


O losach pułku i jego składu osobowego pani Józefa dowiadywała się stopniowo od powracających żołnierzy. Niestety, nikt z żyjących nie mógł jej udzielić odpowiedzi na nurtujące pytanie. Czy ktoś widział jej męża Stanisława? Dopiero na początku października ks. kapelan Stanisław Hładuniak przyniósł jej trudną do zaakceptowania wiadomość. 7 września jej mąż kierując walką zostaje ranny i zaraz po tym umiera. Miejscowy proboszcz wraz z ludnością zorganizowali pochówek ciał żołnierzy na miejscowym cmentarzu w indywidualnych grobach dowódcy III batalionu mjr Konrada Sadowskiego, por. Stanisława Bartłomowicza i innych oficerów, w zbiorowych mogiłach pochowano około 300 żołnierzy. Wiadomość potwierdził mjr Naprawa, który po kapitulacji Modlina odwiedził rodziny wojskowe w Dęblinie, przekazując im zapomogi pieniężne. Otrzymanych 1000 zł Józefa Bartłomowicz nigdy nie wydała. Teraz obowiązki opieki nad matką i córką spadły tylko na nią. Na szczęście kierownik szkoły nr 1 zaproponował jej zatrudnienie w filii szkoły w Kleszczówce. Przyjęła tę pracę, tym bardziej, że przy szkole było mieszkanie dla nauczyciela. Po wyparciu Niemców za Wisłę wróciła do nauczania w szkole nr 1 i wynajmowała mieszkanie przy ul. Warszawskiej.


Wiosną 1945 r. wznowiło pracę Prywatne Gimnazjum w Dęblinie. Rok szkolny 1945/46 rozpoczął się we względnie dobrych warunkach. Został wyremontowany wolnostojący budynek na placu Adama Lipskiego, wynajęte sale w domach prywatnych Lipskiego, Ziemskiego, Kalbarczyka i Europy. Dyrektor Lorentz starała się zatrudnić najlepszych nauczycieli, tych powracających z wojennej tułaczki i nowych, zgłaszających się. W kręgu zainteresowania była też Józefa Bartłomowicz.


Na początku roku 1946 dyr. Lorentz wskazała panią Bartłomowicz uczniom Tadeuszowi Traczykowi i Ryszardowi Bochińskiemu do pomocy w wystawieniu komedii "Posażna Jedynaczka" Aleksandra Fredry - syna. Po sukcesie teatralnym pani Józefa została zatrudniona w gimnazjum i liceum, prowadząc wychowanie fizyczne z dziewczętami, zajęcia świetlicowe, recytatorskie, taneczne i sceniczne. Kolejne sztuki przygotowywane przez panią profesor z młodzieżą to "Grube Ryby" Michała Bałuckiego, "Skąpiec", "Mieszczanin szlachcicem", "Chory z urojenia", "Szelmostwo Skapena" Moliera, "Rewizor" Gogola, "Noc Listopadowa" Stanisława Wyspiańskiego, "Pan Jowialski" Aleksandra Fredry czy "Nawojka" Stanisława Rossowskiego. Wszystkie akademie i uroczystości odbywały się z udziałem młodzieży z liceum w tańcach, recytacjach, obrazkach scenicznych, chórze, a także z wykorzystaniem orkiestry. Z powodzeniem uczyła języka niemieckiego. Z dumą prezentowała już na emeryturze listy swoich uczniów z zagranicy, pracujących nierzadko na odpowiedzialnych stanowiskach.


Szkoła i kuratorium oświaty, doceniając bezgraniczne oddanie młodzieży, uhonorowały Józefę Bartłomowicz odznaczeniami państwowymi: Srebrnym i Złotym Krzyżem Zasługi, Zasłużony Działacz Kultury, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski i Medalem Edukacji Narodowej w 1983 r. Burmistrz i Rada Miasta Dęblin z okazji 50-lecia nabycia praw miejskich przyznali jej tytuł "Honorowego obywatela miasta Dęblin". Wręczenie odbyło się na uroczystej sesji miasta w sali balowej Pałacu Jabłonowskich, przy aplauzie na stojąco.


Ostatnie lata Józefa Bartłomowicz spędziła pod opieką swojej córki Marii w Puławach. Tam też zmarła.
Dla zachowania w pamięci dęblinian i wychowanków szkoły podjęte zostaną starania o umiejscowienie tablicy z jej nazwiskiem w Alei Pamięci Miasta.

BIP

MEN

Please publish modules in offcanvas position.